Start sezonu 2026

Początek sezonu 2026

Na start taki mój mały pomysł na pierwszy, nieco poważniejszy wpis, zanim się pojawią te, na których chcę się na prawdę skupić. Początkowo ten wydawał się łatwy, szyki i przyjemny to już na samym starcie sprawił mi nieco małych problemów.

Problem?

Wyżej wspomniany problem, nie miał może wielkiej wagi, jednak chwilę się zastanawiałem które wydarzenie opisać jako to pierwsze w tym roku. Z racji, że blog będzie w większości rowerowy, powinienem opisać pierwszą jazdę, czy może pierwszy wypad w ogóle w tym roku. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby obydwa te wydarzenia opisać, bo podczas pierwszej mojej jazdy pogoda mi wybitnie nie dopisała, a pierwszy wypad w Pieniny był obłędny.

Pierwszy wypad w Pieniny

Wstęp

O ile lubię jeździć w góry, nawet w te niewysokie, o tyle z racji tego jak pracuję, to niestety dość rzadko mam okazję faktycznie gdzieś jechać. Jeśli wziąć pod uwagę, żeby udało wstrzelić się w dobrą pogodę, to faktycznie wychodzi dosłownie kilka wyjazdów w roku. Dodatkowo zima to była dla mnie pora na przerwę.

W tym roku postanowiłem zaryzykować i spróbować po raz pierwszy zaliczyć zimowy wyjazd. Dość szybko wybór padł na moje ulubione Pieniny, a z dwóch chyba najbardziej oczywistych i oklepanych możliwości wybrałem Wysoką. 18 stycznia z samego rana wybrałem się do Jaworek. Samochód zostawiam nieco dalej od wejścia na szlak, bo parking przy wejściu ma moim zdaniem o wiele za wysoką cenę. Za darmo to uczciwa cena, a przejście dodatkowego kilometra to dla mnie nie jest problem.

Wysoka

Tego dnia rano pogoda oscylowała w okolicach -13 stopni i o ile nie jest to jeszcze jakieś wybitne zimo, o tyle podczas wędrówki przez wąwóz Homole dała mi się we znaki. Prawdopodobnie pobliski potok jeszcze musiał ją obniżyć. Dopiero po wyjściu z lasu w okolicach pola namiotowego, kiedy wyszedłem na nieco bardziej otwarty teren, zrobiło się cieplej, a momentami wychodziło nawet już słońce.

Ciekawostką dla mnie okazało się już to pierwsze podejście na Wysoką, to zaraz po wejściu do rezerwatu Wysokie Skałki. Okazało się ono o wiele łatwiejsze zimą, niż latem, kiedy to prawie zawsze jest tam dość sporo błota, które nie ma kiedy wyschnąć. Teraz wszystko było zamarznięte, więc szło się całkiem przyjemnie, oczywiście przymykając nieco oko na stromiznę w tym miejscu.

Od odejścia na Wysoką między drzewami widać już coraz lepiej Tatry. Z pogodą chyba lepiej trafić nie mogłem, bo pomijając poranne mrozy, to widoki miałem przednie. Ze szczytu widok był praktycznie w każdą stronę. Oprócz oczywistych Tatr, czy Trzech Koron pięknie było widać również dość odległą Babią Górę, a w stronę Słowacji widać było, choć nieco za mgłą zamek w nieodległej Lubovli.

Zejście

Nie chciałem wracać tą samą trasą, więc wybrałem opcję przejścia obok schroniska pod Durbaszką. Zaraz po zejściu z Wysokiej, które przypomnę, jest dość strome, czekała na mnie nie mniej ciekawa trasa. Również dość stroma, ale bez schodów i kamieni. Przez chwilę trzeba uważać, ale warto, bo po wyjściu z lasu czeka na mnie widok niewiele gorszy, niż ten z samej góry. Kiedy tylko po prawej widzę schronisko, udaję się tam i kieruję się w dół. Wizyta w schronisku mnie nie interesuje.

Z perspektywy czasu żałuję trochę, że nie poszedłem jeszcze na Wysoki Wierch, ale na pewno jeszcze nie raz będę miał okazję to zrobić. Kiedy to piszę, to już nie pamiętam, ale może perspektywa spadającej temperatury i tego, że nie znałem dokładnej drogi powrotu do samochodu sprawiły, że porzuciłem ten pomysł.

Pierwsza jazda rowerowa.

O ile powyższy wypad oceniam jako udany, o tyle pierwsza jazda w tym roku, w mojej opinii wyszła mi dość średnio. Po równo dwóch miesiącach od ostatniej jazdy w 2025 roku, czyli 14 stycznia uznałem, że pogoda była na tyle dobra (+4 stopnie), żeby faktycznie ten sezon rozpocząć. Generalnie nie miałem za bardzo pomysłu na to, gdzie jechać, ale ostatecznie padło na Podkarpacie.

Pilzno i Lipiny

Dokładnej trasy oczywiście nie miałem, ale najczęściej takie wyjazdy rozpoczynam jazdą w kierunku Pilzna. Miałem ochotę zahaczyć o Słotową, ale zostawiam sobie to na inny wpis, który będzie o konkretnym szlaku rowerowym. Do miasta docieram ulicą Kościuszki, a po wizycie w lokalnej Żabce wymyśliłem, że kolejnym punktem na mojej trasie będą Lipiny. Z ciekawostek są tam bardzo ciekawie pomalowane przystanki, które polecam zobaczyć.

Odwiedziny w celach “odkrywkowych”

Po przejeździe przez Lipiny dalej czułem pewien niedosyt, więc stwierdziłem, że skoro już tutaj dojechałem, to mogę podjechać do Grabin, gdzie chciałem sprawdzić, czy znajdę jakieś ślady pewnego szlaku w okolicach stacji kolejowej w tej miejscowości. Owy szlak, który kiedyś tutaj opiszę, prawdopodobnie miał nieco inny przebieg, przed modernizacją linii kolejowej, ale niestety nie znalazłem na to żadnych dowodów.

Z Grabin postanowiłem pojechać do Czarnej, gdzie również miałem do sprawdzenia w terenie pewnych poszlak. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że znajduje się tam niebieski szlak rowerowy, który nie jest nigdzie opisany. Tutaj już poszło mi lepiej, bo udało się potwierdzić to, co już wcześniej wyśledziłem na Street View. Dwa znaczniki szlaku na ulicy Słowackiego. Kiedyś nadejdzie czas na poszukiwanie reszty, ale w tamtym momencie uznałem, że już mogę wracać, bo zaczęło się robić zimno.

Powrót

Sam powrót nie był może jakiś wybitnie ciekawy, ale uznałem, że wrzucę tutaj jeszcze dwie ciekawostki z tej jazdy.
Jedna z nich znajduje się w Łękach Górnych. Podczas przejazdu przez most zauważyłem, że woda wydrążyła sobie dodatkowy kanał, którym płynęła, kiedy jej poziom był wysoki po roztopach. Niestety nie mogę znaleźć zdjęcia z tego roku, więc wrzucam zdjęcia z końca tamtego roku, kiedy poziom rzeki był podniesiony przez zator z liści i gałęzi.

Drugą ciekawostką, mniej niezwykłą była bobrza tama, którą można jeszcze zobaczyć przy drodze w kierunku Zwiernika.